Robot zbudował w kosmosie konstrukcję bez pomocy astronautów
Robot zaprojektowany na Caltech jako pierwszy w historii samodzielnie zmontował w kosmosie fragment konstrukcji, bez udziału astronautów. Urządzenie od pół roku pracuje na orbicie i składa kratownicę, która ma być podstawą dużej anteny reflektorowej.
Czym jest ASTRA
Projekt nosi nazwę ASTRA (Autonomous In-Space Tensioned Reflector Assembly) i jest częścią programu NOM4D amerykańskiej agencji DARPA. Jego sercem jest ramię manipulacyjne, które pobiera z dozowników belki i łączniki, a następnie wielokrotnie montuje identyczne segmenty, czyli tzw. sekcje kratownicy obwodowej.
Docelowo konstrukcja miała tworzyć antenę o średnicy 1,4 metra, wykonaną z rurek z kompozytu włóknistego, aluminiowych łączników i odbijającej powłoki z folii Kapton. Zespół nie zdążył zbudować całości, udało się jednak zmontować pierwszą sekcję. Według autorów to wystarczy, by pokazać, że zastosowana metoda działa i da się ją skalować do bardzo dużych konstrukcji.
Dlaczego buduje się w kosmosie
Rozmiar obiektów wysyłanych w kosmos ogranicza dziś wielkość owiewki rakiety. Do tej pory stosowano dwa rozwiązania: składanie konstrukcji na czas startu i rozkładanie jej na orbicie albo montaż z elementów dostarczanych w kilku lotach. DARPA chce dodać trzecią drogę, czyli budowę na miejscu. Andrew Detor, menedżer programu NOM4D, powiedział, że chodzi o konstrukcje liczące setki metrów, a nawet kilometry: „Nic zbliżonego do takiej skali nie jest dziś możliwe”.
Tak duże struktury mogłyby posłużyć jako zwierciadła potężnych teleskopów, pozwalających obserwować coraz dalsze obiekty, albo jako apertury wielkich anten radiowych. Zespół widzi też zastosowanie w łączności oraz przy budowie rozległych paneli słonecznych dla energetyki kosmicznej.
Start i praca na orbicie
Ładunek o objętości około 1 metra sześciennego wystartował 30 marca 2026 roku z bazy Vandenberg jako jeden z dziesięciu na pojeździe Vigoride 7 firmy Momentus, wyniesionym w ramach misji SpaceX Transporter-16. Na pokładzie znajdowały się dwie gotowe sekcje kratownicy, ramię oraz komplet części do dalszego montażu. Po starcie inżynierowie zwolnili zabezpieczenia, wypchnęli gotowe sekcje i rozpoczęli budowę trzeciej.
- Polecenia wysyłano z Ziemi, a wyniki sprawdzano na zdjęciach pobieranych z orbity.
- Okien łączności jest zaledwie siedem–osiem dziennie, po około 15 minut każde.
- Problemy testowano najpierw na bliźniaczym egzemplarzu zapasowym w laboratorium, a dopiero potem wysyłano obejście do urządzenia w kosmosie.
Zespół przyznaje, że nieprzewidzianych trudności było wiele. Jaden Suh z zespołu ASTRA wyjaśnia, że na tym polegają testy koncepcji: warunki w kosmosie różnią się od ziemskich, więc pojawia się mnóstwo drobnych niespodzianek. Misja kończy się w grudniu i raczej nie uda się ukończyć całej kratownicy, która miała mieć 11 sekcji.
Co to oznacza dla Europy i Polski
Projekt jest amerykański, więc bezpośrednio Polski nie dotyczy. Pośrednio może jednak mieć znaczenie, bo technologie montażu na orbicie interesują także europejskie agencje i firmy, a Polska uczestniczy w programach Europejskiej Agencji Kosmicznej. Na razie to jednak demonstracja technologii, a nie gotowy produkt.
Dla zwykłego czytelnika oznacza to, że za kilkanaście lat największe teleskopy czy anteny satelitarne nie muszą już mieścić się w rakiecie. Zanim do tego dojdzie, trzeba uprościć i dopracować konstrukcję robota, o czym mówią sami badacze.
Źródło: Phys.org – „Robot successfully builds space structure in first autonomous construction demo”
