Szczyt ONZ w Erywaniu: świat nie zdąży chronić przyrody do 2030 roku
Świat nie osiągnie do 2030 roku celów ochrony przyrody. Uznali to uczestnicy szczytu ONZ w stolicy Armenii. Po nocnej sesji kraje zgodziły się przyspieszyć działania, ale największą przeszkodą wciąż są pieniądze.
Co ustalono w Erywaniu
Przedstawiciele prawie 200 państw przez dwa tygodnie oceniali, jak idzie realizacja porozumienia sprzed czterech lat. Globalne ramy różnorodności biologicznej z Kunming i Montrealu z 2022 roku zakładają objęcie ochroną około jednej trzeciej lądów i mmórz do 2030 roku. Rozmowy w ramach konferencji COP17 zakończyły się w sobotę. Delegaci przyznali, że dotychczasowe tempo jest zbyt wolne, by cele były realne.
Zamiast nowych zobowiązań przyjęto plan przyspieszenia prac, nazwany Yerevan Pathway, czyli Ścieżką Erywańską. Ma on obowiązywać do kolejnego szczytu, który za dwa lata odbędzie się w Ekwadorze. Zakłada on:
- wzmożone działania wobec dotacji i zachęt, które szkodzą przyrodzie,
- większe wsparcie finansowe, naukowe i techniczne dla krajów rozwijających się,
- mocniejsze mechanizmy monitorowania i raportowania postępów.
Pieniądze wciąż największym problemem
Zdaniem Stevena Guilbeaulta, byłego kanadyjskiego ministra środowiska i zmian klimatu, finansowanie pozostaje jedną z największych barier na drodze do celów. Szczególnie rozczarowujący jest stan funduszu uzgodnionego na poprzednim szczycie. Mają do niego dobrowolnie wpłacać firmy, które zarabiają na materiałach genetycznych pochodzących z przyrody. Fundusz jest jednak w dużej mierze pusty.
Guilbeault podkreślił: „Musimy zmobilizować znacznie więcej środków publicznych i prywatnych, zreformować dotacje szkodzące przyrodzie i zadbać, by pieniądze trafiały do krajów i społeczności na pierwszej linii kryzysu przyrodniczego”.
Co to oznacza w praktyce i dla Polski
Na pierwszy rzut oka to odległa dyplomacja, ale zobowiązania z Kunming i Montrealu przekładają się na konkretną politykę. W Europie realizuje się je głównie przez unijne przepisy i programy ochrony przyrody, w tym sieć Natura 2000, która obejmuje także polskie obszary. Polska jako członek Unii uczestniczy w tych działaniach i będzie odczuwać ich skutki, na przykład w wymogach dotyczących ochrony obszarów czy raportowania stanu przyrody.
Warto też śledzić wątek dotacji szkodliwych dla przyrody. Z doniesień ze szczytu nie wynika, które konkretnie subsydia mają być zmieniane. Można jednak przypuszczać, że w dłuższej perspektywie debata o tym, jak i na co państwa wydają publiczne pieniądze, może dotykać również sektorów ważnych dla polskiej gospodarki. Na razie to jednak kierunek rozmów, a nie gotowe decyzje.
Dla zwykłych mieszkańców najważniejszy wniosek jest prosty: globalne cele ochrony przyrody wymagają nie tylko deklaracji, ale i realnych pieniędzy. Przy obecnym poziomie finansowania ich spełnienie w terminie jest mało prawdopodobne. Kolejną okazją do oceny postępów będzie szczyt w Ekwadorze za dwa lata.
Źródło: Ars Technica – „The world has a new plan to save nature, but it still needs the money”
