Berlin: klinika ortodontyczna wygląda jak butik, nie gabinet
Berlińska pracownia Batek Architekten zaprojektowała klinikę ortodontyczną Hey, która zamiast sterylnego wnętrza medycznego przypomina butik modowy lub galerię sztuki. Pastelowa żółć, matowe srebro i geometryczne meble mają sprawić, by młodzi pacjenci poczuli się tam swobodnie.
Klinika zajmuje 178 metrów kwadratowych w dawnej aptece na północy Berlina. Projekt prowadzili założyciel studia Patrick Batek i architektka Julia Jensen. Zlecenie przyszło od lekarki Julie Charlotte Angrick, która chciała miejsca przyjaznego dzieciom i nastolatkom. Stąd nazwa Hey, czyli nieformalne powitanie.
Dwa kolory i odważna geometria
Wnętrze oparto na dwóch barwach: miękkiej, pastelowej żółci i matowym srebrze. Żółć rozpoczyna się na podłodze i przechodzi na ściany, otulając wchodzących. Projektanci nazywają całość „cicho zabawną” i zestawiają kolory z wyrazistymi formami:
- składana stalowa lada recepcyjna,
- rzeźbiarska ławka,
- kratowy wieszak na ubrania.
W gabinetach zabiegowych ściany wykonano z półprzezroczystego tworzywa wzmacnianego włóknem szklanym, a świetlówki liniowe rysują graficzne wzory na suficie. Kilka elementów wyróżniono czerwienią, w kolorze zgodnym z szyldem w recepcji. To numery pomieszczeń, krzesła i oznaczenia miejsc do mycia zębów. Spójną identyfikację wizualną, z logo w postaci uśmiechniętej buźki, przygotowało studio graficzne Bailey und Bailey.
Większość pacjentów to dzieci i młodzież, które często odwiedzają klinikę regularnie przez kilka lat. Dlatego architekci chcieli odjąć wnętrzu klinicznego charakteru, ale nie robić z niego przedszkola. – Zamiast kolorowych dekoracji postawiliśmy na radykalną redukcję – powiedział Patrick Batek.
Higiena i funkcjonalność mimo efektownej formy
Wygląd nie odbył się kosztem praktyczności. Architekci całkowicie opróżnili lokal i zaplanowali go od nowa, tak aby pacjenci sprawnie przemieszczali się między kolejnymi pomieszczeniami. Pomieszczenia mokre i powierzchnie, których często się dotyka, wykończono płytkami o tekstylnej fakturze. Szafki wbudowano w ściany, dzięki czemu narzędzia i sprzęt są schowane.
Największym wyzwaniem okazała się żółta podłoga, odlana z żywicy pochodzenia roślinnego. Taka powierzchnia wymaga idealnie przygotowanego podłoża, bo każda nierówność byłaby widoczna. Jak tłumaczył Batek, przygotowanie podkładu wymagało dużej precyzji, ale to ono pozwoliło uzyskać jednolitą, nieprzerwaną płaszczyznę koloru. Studio ma już na koncie przebudowę kliniki dentystycznej T7.2 oraz renowację zabytkowego kina, również w Berlinie.
Co z tego wynika dla polskich wnętrz
To realizacja z Niemiec i nie wiąże się z żadnymi zmianami w polskich przepisach. Pokazuje jednak kierunek, który może inspirować także u nas: gabinety lekarskie, zwłaszcza dziecięce, coraz częściej próbują zerwać z białymi ścianami i zimnym światłem. Każda placówka w Polsce musi oczywiście spełniać lokalne wymogi sanitarne, więc kopiowanie takich rozwiązań jeden do jednego nie zawsze będzie możliwe.
Kilka pomysłów da się natomiast przenieść do zwykłego mieszkania lub domu. Ograniczenie palety do jednego dominującego koloru uspokaja wnętrze, a zabudowa chowająca sprzęty porządkuje przestrzeń. Przykład żywicznej podłogi przypomina też, że efektowne, bezszwowe wykończenia wymagają równego podłoża, więc warto uwzględnić to w budżecie i harmonogramie remontu.
Źródło: Dezeen – „Batek Architekten designs Berlin orthodontic clinic that looks more like a boutique or gallery”
